Strona:PL JI Kraszewski Zygzaki.djvu/19

Ta strona została skorygowana.

te interesa, których trzeba bądź co bądź — pilnować!! c’est assommant!
Zamilkła trochę — ktoś tam znowu z interesem...
— Możeby panią hrabinę Wilczki wyręczył — szepnęła St. Flour.
— A! nie! nie! są sprawy, których się nie powierza... nikomu.
Westchnęła i zamilkła... zapatrzyła się w okno, schowała list do kieszeni i wnet wstała od herbaty.
Wszyscy natychmiast ruszyli się z krzeseł.
— Ale możecie zostać... czy tu, czy w salonie — odezwała się — ja na jaką godzinę oddalić się muszę. Możeby Julka zagrała co z Emilem, na cztery ręce?
Na to nie było innej odpowiedzi, oprócz pełnego uszanowania i posłuszeństwa milczenia... Julka popatrzała na brata, Emil na nią, i ruszono się do salonu.


II.

Hrabina miała przy swym pokoju gabinet, a raczej rodzaj małego saloniku, w którym gości poufałych i osoby z interesami przybywające przyjmowała. Tu jej gust artystyczny jeszcze w większym występował blasku, ze swobodniejszą fantazyą. Do koła ubierały go stare szafy gdańskie przepyszne, na których gęsto stały delfty, chińskie i japońskie naczynia, stara majolika i szkła weneckie. W dwóch oknach u góry powprawiane były piękne stare szybki z herbami i scenami biblijnemi. W środku stojące biórko, istne arcydzieło stolarskie, heban z kością słoniową, zarzu-