Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.1.djvu/216

Ta strona została uwierzytelniona.
110
JAN KASPROWICZ

Podobne były —
Tak, jak te zielska...

Krwawe to kłosy!...
Zbliż się i spojrzyj, co za potu rosy,
Jak z onych liści i jagód głogowych,
Płyną z tych twarzy, by ogień czerwonych,
Od zgięć niezdrowych,
Od tchów tłumionych!
Patrzaj na ręce, na te bose nogi,
Które podwita odsłania ci kiecka:
Jakby rózgami zsiekane kobiecka —
A już-ci ślą i niebiosy
Swój żar złowrogi
Na krwawe kłosy...

»A wej! słyszycie!...
Ja ci już resztę wydałam na życie...
Chłop, Bóg wie, gdzie tam poszedł za robotą,
Ani nie pisał... może zmarniał, może...
Aleć nam o to,
Mój mocny Boże,
Trudno w tej biedzie się troszczyć!...« »Zapewne
I człek sam w nędzy, jak brzoza się zgina...«
»Eh!... a cóż wam-ci?... przecie macie syna,
Zapłaci wszystko sowicie,
Lecz mnie — ni krewne...
Tak! tak! słyszycie!...

Niech je te kłosy!...
Jakby je wszystkie pożarły wej! rosy;
Jakby ci kto je wylizał!... Hej! snopków
Nie zbierzem tutaj, gdzie te źdźbła się gonią:
Od tych dorobków
Niech święci bronią!...«
»A co? jak pan nas najedzie?...« »Cóż z tego?
Przecież baciorem, jakby jaka plaga,