Strona:PL Jan Kasprowicz-Dzieła poetyckie t.2.djvu/029

Ta strona została uwierzytelniona.
CIERPIK.
Czy to niby przytyk do mnie?...


KOŚCIELNY.
Nie! to ino tak się mówi dawnym obyczajem; chociaż głoszą po wsi, że i wam niezadługo też nie będzie chodziło o urodzaj...


CIERPIK.
A to gwoli czego?...


KOŚCIELNY.
Znowu udajecie, jakbyście niby mieli przed sobą jakiegoś nieletniaka. Wiadomo przecie, że i na was spadnie łaska miemiecka.


CIERPIK.
U mnie-ci jeszcze żaden »rozpór«[1] nie był, nie potrzebuję miemieckiej łaski... Zresztą moja scheda wcale nie przytyka do owego gruntu, na którym mają stanąć fabryczne budynki.


KOŚCIELNY.
Prawda! prawda! macie racyą, choć z drugiej strony nie macie racyi...


CIERPIK.
Jakto?


KOŚCIELNY.
Przecie zachodził już brandebura do Mięty i kontrakt już gotowy: kupuje od niego kawał ziemi i płaci dziesięć razy tyle, ile przedtem był warcien... Ładny grosz, no, i pozostanie we familii.


  1. Surdutowy pan.