Strona:PL Jan Lemański Colloqvia albo Rozmowy.djvu/57

Ta strona została przepisana.

10.


BŁOGOSŁAWIONA


Pewien młodzian zachorzał:
Blady, nie śpi, nie je,
Smuci się bez powodu,
Bez przyczyny śmieje.
Jedna go bezlitośnie
Dręczy myśl obłożna:
Jak nieludzko dziewczyna
Jest od chłopca różna.
— Jak jest niemiłosiernie
Mieć tak różną różność!
Tak skończoną mieć pełność!
Tak bez końca próżność!.. —
Chorzał, chorzał, aż dostał
W końcu jałmużnę
Od dziewczyny co miała
Wszystko odeń różne:
I oczu jed-wabniejszość
I drap-liwszość rączki...
Uleczyła młodzieńca
Z miłosnej gorączki,