Strona:PL Jaworski - Historje manjaków.djvu/199

Ta strona została uwierzytelniona.


żeniu muszę dążyć przez to pośmiertne rozpamiętywanie przynajmniej do wywołania zewnętrznego efektu, więc beznadziejnym głosem upraszam:
P. T. Ogóle Czytającej, Zdrowej Publiki, racz wydać ze siebie choć jednego wyrodka, reprezentanta anormalnej litości, któryby anormalnie westchnął nad losami anormalnej opowieści.
Znałem mecenasa Jerzego, bohatera, i mogę zapewnić, iż gdyby był pożył choć dzień dłużej ponad termin katastrofy, jaka go spotkała, byłby niewątpliwie ukazał się na deskach pierwszego lepszego z przedmiejskich teatrów rozmaitości, przebrany za klowna i skrzeczący z pełnego gardła rozpaczliwą arję Leoncavalla: „śmiej się, pajacu“. Występów swoich nigdy nikomu nie potrafiłby wyjaśnić, choć zachłystywałby się z rozpacznego wrzasku co wieczora aż po ostatek przeżywanych dni.
Stąd wniosek prosty, że posiadał on dość rozwinięte poczucie a raczej przeczucie kiełkującej w nim dramatyczności, bez najlżejszego uświadomienia sobie prawideł przyczynowości, co spowodowało znowu w epoce przedzgonnej przejście stanu półświadomości w manifestację histerycznych absurdów.
Objawił się mecenas dla mnie i mojego interesu całkiem pospolicie, na wielkomiejskiej ulicy. Zacząłem go śledzić przedewszystkim w przestrzeni.
Gdy szedł, smukły tułów niedbale i z łaskawym lekceważeniem chybotał w rytmicznym spadku ku obu stronom drogi. Była jakaś niezamierzona sprawiedliwość w składaniu tego bezwiednego, lekkiego