Strona:PL Jaworski - Historje manjaków.djvu/200

Ta strona została uwierzytelniona.


pokłonu w stronę zgromadzonej na obu chodnikach rzeszy miejskiej.
Stanowczo sprzeciwiała się temu bujaniu w przestrzeni głowa pana mecenasa, do sztywnie osadzonej szyi sztywnie przytwierdzona. Podczas gdy ręce swywoliły z całym korpusem, głowa ta ulegała odruchom tylko z konieczności, z widocznym ociąganiem się i ze smętnym wyrazem protestu w zielonkawych oczach, które automatycznie łypały ku nadulicznym firmamentom, jako zasadnicza demonstracja górniejszych odlotów i prometejskich tendencji. Z orlego nosa spływała mastna wzgarda na wystającą dolną wargę, która, pnąc się uporczywie w górę, ponuro sprzeciwiała się zarówno protestowi w oczach, jak i podrygom beztroskiego kadłuba.
Rozdyndana ta, a w szczegółach sama przeciw sobie prężąca się sylwetka mecenasa zjednała mu ogólnie nieprzyzwoite miano doktora Fallusa. Miano to pielęgnowano z niezwykłym pjetyzmem zarówno w stadzie szanujących się pań miejskich, jak i w różanych wianuszkach balowych niewiniątek. Zaś wszystkie odmiany radców, rajców, rejentów czy referendarzy, jako przedstawiciele płci męskiej, bardziej rzekomo uzdolnionej do roztrząsań analitycznych, poddawali to przezwisko nieuniknionej interpretacji przy każdowieczornym piwku. Z rycerską pobłażliwością stwierdzali, że zmiany nazwiska mecenasa dokonała opinja publiczna, a więc najwyższa wyrocznia w sprawach, ogółu dotyczących, wobec czego nie należy dopatrywać się w przezwisku złośliwych