Strona:PL Jaworski - Historje manjaków.djvu/223

Ta strona została uwierzytelniona.


szy inicjatywa w mózgu się zrodziła, nim rządzi. Sam sobą surowo komenderuje, jak sprawną żołnierzy kompanją. W telegraficznym urzędzie do Florencji depeszę nadaje pod uzyskanym adresem: Wracaj — prawie nieszczęście — Matołkowa — samotność — rozwiało się.
Już mu obojętne, że się trudzi, męczy. Najwyżej jutro pomrze. Może nawet za godzinę, ale między „dziś“ a chwilą ostatnią gorzkiej nie będzie pamięci, wiara gotuje się, kipi, nie zastygnie. Ożywcza klubowa wiara. Nowa miłość zakwitnie. Jerzy!
Do odnowionego handelku wstąpił. Przywitał go grzmot oklasków.
Kręcicki należycie trawiący, Beksay wodociągi naprawiający (bez spuchniętej szczęki, ale z jęczmieniem na lewym oku), Matołek rozczochrany, półprzytomny, zaliczkę majorową przepijający i nieprzyzwoita sfora operetkowych bubków.
Poprawny panicz, blondynek przejasny, strojem jaśniejący, o niewytłumaczonym nosku mongolskim i ustach w kształcie kaczopyska, interpeluje Gucia:
— Pardon, czy to prawda, że ta niezła gumowa linoskoczka, to pańska na razie wyłączność.
— Miss Haidee Deddy jest moją dobrą znajomą. Proszę panów do niej na znakomitą herbatę angielską — bredzi podpity Matołek.
— Wszystko w porządku, zacny panie — z uznaniem oświadcza rumiany chłopczyk, o buzi prosięcia — ale chciałbym wiedzieć, wiele to kosztuje?
Matołek jest zachwycony tą naiwną szczerością i pertraktuje szeptem. Równocześnie wymagają od