Strona:PL Jaworski - Historje manjaków.djvu/235

Ta strona została uwierzytelniona.


Wspięła się na palce, przytuliła twarz mleczną do jego rozpalonych lic i filuternie szepcze:
— Ale ja wiem, że ten, co się tak brzydko nazywa, ten Fallus kocha elastyczną damę. Dama amorka dobrze zrozumiała.
— Więc niechaj nam wystarcza. Poco wyzywać ohydę rozczarowania, poco narażać się na mękę szarego rozstania. Poco zaczynać, co ma się skończyć przed czasem?
— A dla czego ma być koniecznie męka? Jerzy nie ma odwagi, a Haidee Deddy taka spragniona całowania przez jego usta...
Potrząsała nim, w oczy się wpijała wejrzeniem złotym, rozkosznym.
Stał ciągle ponury, pełen trwogi i zadumy przed tonem, przed akordem ostatecznym, w który uderzyć mu przyjdzie, by życie stworzyć czy wydać życie na zagładę.
W siebie się cofa, instynkt zachowawczy podjudza, spryt do pomocy przywołuje, profilaktyczne roztacza zamiary.
Od niechcenia stwierdza:
— Ja nie znam, miss droga, zewnętrznej mechaniki uczuć istotnych. Nie umiem wyrazić się, objawić...
— Niekonieczne. Mogę pokazać. I’ill not advise you, but you can try. Zresztą pan używał dziewcząt, dużo, prawda? Skwapliwie korzysta ze sposobności zohydzenia siebie, odwrócenia tematu i grożącej katastrofy, którą już przeczuwa. Więc wylicza bez zająknienia na-