Strona:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu/352

Ta strona została przepisana.

wszelką cenę mię skompromitować! — strofuje gniewny pogromca niewiasty.

— Już ja ci odpowiem w chwili odpowiedniej. Proszę mię wypuścić. W zadusznej alkowie porannej pogody nie warto marnować. Kawaler szlachetny z wysokiego rodu o takiej porze wyjeżdża konno, w sportach się trenuje, pada w pojedynku albo zabija, albo też w końcu powraca dopiero z myśliwskiego klubu, od bakarata czy znanej tinglówki. O świcie języka na łamigłówki djalektyczne nikt nie poniewiera, ani pijackie wszczyna porachunki. Witają jutrzenkę burdami w szynkowni czy też w samtuzach wyłącznie żołdacy zawsze niewybredni, urzędnicza sfora, sfora powtarzam, a nie żadna sfera, po każdym pierwszym każdego miesiąca lub też im podobne drobnego mieszczaństwa paskudne podpory. Filarom społecznym takie rynsztokowe ekstrawagancje są niemal niezbędne, gdyż z nich one czerpią swe zbawcze pomysły do odnawiania wszechmoralności. Szkoda mi czasów, kiedy to nahalny civis i wyborca, dostawszy po mordzie, odrazu wyznawał, że próżnię ma w głowie, że cały aparat do wyczuwania setnych subtelności nie funkcjonuje i że morałami nie wolno jarmarczyć[1]. O spółczesności nie mogę myśleć. Placek makowy był niedopieczony i bardzo zaszkodził mym kiszkom nerwowym. Proszę mię wypuścić! Zaczerpnę nieco świe-

  1. Hałaśliwie handlować.