Strona:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu/443

Ta strona została przepisana.

zostanie z miasta wysiedlony. Taka jest umowa dancinga dyrekcji z władzami miejskiemi. Trzeba się poddać, choćby mdłość wielka do praktyk kosmicznych miotała się w piersiach. Czas wkrótce nadejdzie, kiedy upojeń pantomimowych i dancingowych dozna, kto zechce, bez europejskich, tępych ograniczeń, już na suwerennie kosmicznym terenie, zdala od zgiełku matołów potężnych, zdala od spisku reptiljów żarłocznych, od wgapionego w samego siebie mobu powszechnego, zdala od wrzasku wołów nabrzmiałych wolą narodu, od nudnej posuchy rozumów praktycznych, od inteligenckiego, a bezczelnego, zdlechlactwa mdłego... Wkrótce już, kto zechce, będzie mógł zamieszkać na obiecanej, uświęconej ziemi, u podnóża zorzy zawsze północnej, za mgłami, wśród lodów, na błogosławionej „Wyspie Zapomnienia“, gdzie się pochowa dzisiejszej kultury zdechłego chochoła... Kto zechce, z Bogiem... dla Boga... Bogu... Wkrótce bez wątpienia, każdy, kto może i kto zrozumie, z dzisiejszego świata bezmyślnych rozłogów, czem prędzej przemknie, do oziębłego, ale udzielnego i nietykalnego, księstewka Bożego...

Manitou przeciw „Padlinie Cuchnącej“.

Indjanom wszystkim podczas pogrzebu, nad aeroplanami, Duch się objawił, świata wielkorządca, z pawiemi piórami tkwiącemi w włosach na kark spływających, bujnych, granatowych, z oczodołami