Strona:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu/506

Ta strona została przepisana.

którzy bandoleros[1] są meksykańscy, aby pohasali iotas i jarabe[2]. Jedziemy sobie na rozkaz panów moich wielmożnych, do serca ziemi, z tym cichym zamiarem, by wykraść stamtąd jakąś złotą mądrość. Na pohybel ludzkiej nieudolności, a zbawcom na szczęście piję pierwszy kielich!
Wychylił duszkiem pękatą karafkę i próżnem naczyniem rozwalił lustro, w którem Ewarysta poprawiała właśnie pozłocone fioki. Spełnili toast uwięzieni goście i zakąsili, niby tartinkami, filigranowemi jajkami żółwi z rasy szyldkretowej (huevos de perlama), które są tańsze od noworodków pospolitej kury. Jeden tylko majtek, jakiś zastarzalec[3] w grzechu geofagji, zagryza ziemią, którą garściami wyjmuje z kieszeni. Inni chleją wódę bez zaprzestania, jak gdyby chcieli uraczyć się szybko i do fondytu[4].
— Niema poziomów. Kto widział poziomy i komu różnica ich na co się przyda? — charcze Podrygałow. — Kapitan, ty powiedz, bo jesteś od tego i musisz wiedzieć, czy myśmy głęboko już wpadli pod ziemię i czy nie czyha na nas jakie licho?
Słychać komendę gdzieś pod podłogą, którą pomiata pierwszy oficer:

— Sześćdziesiąt stopni! Dwadzieścia atmosfer!

  1. Zbóje.
  2. Tańce meksykańskie.
  3. Zatwardziały.
  4. Do gruntu.