Strona:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu/517

Ta strona została przepisana.

zaludniane Polinezyjczykami. Przyleciał cyklon. Wyspy poszły w morze z inwentarzem żywym i martwym dorobkiem. W tej samej chwili, kiedy paszcze wody połykały ziemię, sąsiednią wysepkę, trzecią z kolei, nawiedziły drgawki. Z głębi kilku metrów ukryte wulkany pluły na powierzchnię kościotrupami czcigodnych umrzyków. Niech twój zdrowy rozum znajdzie rozwiązanie tej zgrabnej zagadki.
— Es unterliegt wohl keinem Zweifel[1], że irracjonalizm powinien zamieszkać w oddziale furiatów domu obłąkanych i że ten cudacki a groźny kryminał jest równocześnie niezłym kawałkiem dostatniego chleba.
— Patriotards[2] i mouscoutaires[3]! Wszyscy do raportu!
Ujrzeli w odrzwiach złowrogie błyśnięcie Orgazowych ślepi. Kolekcjoner warczy głosem omszałym, niedopieczonym:
— Zabiłem ziemię. Torpeda zawyła i poleciała. Przestrzeliłem serce tego dziwoląga, który mię zmusza, bym wciąż przyznawał, że jeszcze żyję i że coś jakieś nazywa się życiem.
— No, no, i cóż dalej? — Majcherek wyzywa.

— Ścierwo dogorywa, lecz nie odpowiada. Książe nie wrócił, wieści nie nadesłał. Wszystko niezmienione. Okrucieństwo nudy. Blamaż wynalazków,

  1. Nie ulega najmniejszej wątpliwości.
  2. Krzykliwi nacjonaliści.
  3. Komuniści.