Strona:PL Jaworski - Wesele hrabiego Orgaza.djvu/74

Ta strona została przepisana.

tkwią razem, jeden tuż przy drugim, na płaszczyźnie wspólnej. Płaszczyzna dnem jest koryta bez głębi. Pospolita, powojenna demobilu równość, bez żadnej przyczyny, potrzeby, bez sensu, nie ludów świadoma, nabożna ekklezja, lecz cielsk żarłocznych groźne zbiegowisko, rdzą zżartych rupieci czereda wszeteczna. Kto przetopić zdoła i zechce?
Zły duch prądów płytkich, nizin ladaco, upiorny flats gost[1] z prerij indjańskich się wyrwał, na kontynent pognał i hula przemożnie. Jak meksykański vaquero[2] rozbrykanych fideles[3] nowej demokracji z pastwiska jednego na drugie swywolnie przepędza, aby wnet legli kwasem zielsk rozdęci i aby tem łatwiej mogły ich pochłonąć: czas — żbik zgłodniały i boa-dusiciel: zawsze senna przestrzeń.
Pshw! Krainę poznałem na równiach Europy zaciszną, rozkoszną, lecz przypłaszczoną niestety gwałtownie dzięki domorosłym tendencjom poziomym, tratującym rozwój niby stado słoni! Państwo wskrzeszone nad Wisłą. Mam na myśli Polskę.

Do Ameryki Europa się zbliża, lecz tylko w dumaniach niesfornych i nigdy konkretnie. Kiedyś na kark nam spadną i grosz zacny za nich płacić przyjdzie, lecz jeszcze nie prędko. Na razie waluty ratują depresję, głównie przy pomocy dewizy pośmier-

  1. Widmo nizin.
  2. Uzbrojony pastuch na koniu.
  3. Wierni wyznawcy.