Strona:PL Jean Webster - Długonogi Iks.djvu/130

Ta strona została uwierzytelniona.

ściej doznaję uczucia, że wcale, a wcale nie jestem niezwykła; bardzo miło jest roić o wielkiej przyszłości, ale najprawdopodobniej nie okażę się ani trochę inną od każdej przeciętnej istoty. Może wyjdę w końcu za mąż za jakiegoś przedsiębiorcę i będę mu natchnieniem w jego pracy.

Pańska na wieki,
Aga.





19-y sierpnia.

Drogi Pajączku-Ojczulku.
Z okna mojego mam widok na najcudowniejszy krajobraz — właściwie oceanoobraz — nic, tylko woda i skały.
Lato upływa. Ranki schodzą mi na wdębianiu w moje dwie głupie dziewczyny łaciny, angielskiego i algebry. Nie wyobrażam sobie, jakim cudem uda się Marion dostać kiedykolwiek do kolegjum, a — gdyby się nawet dostała — utrzymać się w niem. Mała Florencja jest już zupełnie beznadziejna — ale taka śliczna! Myślę, że ładna dziewczyna może sobie pozwolić być głupią, — prawda? Trudno jednak oprzeć się uczuciu politowania dla jej przyszłego męża, którego śmiertelnie zanudzać będzie musiała rozmowa z nią, chyba, że uda jej się dobrać sobie równie głupiego, jak ona sama. Sądzę, że to jest zupełnie możliwe; świat zdaje się być zapełniony głupimi mężczyznami; poznałam sporo ich tego lata.
Popołudniu odbywamy przechadzki pośród skał, albo pływamy, o ile stan wody na to pozwala. Z najzupełniejszą łatwością potrafię pływać w słonej wodzie — widzi pan, że nauka moja nie poszła w.... mieliznę (nie mogę przecież powiedzieć: w las).
W tej chwili przyszedł list od p. Jerrisa Pendletona, trochę przykrótki i bardzo chłodny. Nie raczył