Strona:PL Joseph Conrad-Młodość; Jądro ciemności.djvu/030

Ta strona została uwierzytelniona.


— Po tym ciosie statek trwał chwilę w spokoju i ten jakiś przedmiot znów mnie uderzył w nogę. Tym razem złapałem go — a był to rondel. Z początku, ogłupiały ze zmęczenia, myśląc tylko o pompach, nie zrozumiałem co mam w ręku. Nagle rozświetliło mi się w głowie i krzyknąłem: „Chłopcy, zniosło domek z pokładu. Rzućcie to, poszukamy kucharza“.
— Na baku była nadbudówka w której znajdował się kambuz, koja kucharza i kwatery załogi. Ponieważ spodziewaliśmy się już oddawna że nadbudówka zostanie zniesiona, kazano majtkom spać w kabinie — jedynem bezpiecznem miejscu na okręcie. Tymczasem steward, Abraham, trzymał się z oślim uporem swej koi — przypuszczam że wprost ze strachu, jak zwierzę które nie chce opuścić stajni walącej się podczas trzęsienia ziemi. Poszliśmy więc go szukać. Narażaliśmy się na śmierć, ponieważ — pozbywszy się więzów — byliśmy bez żadnej ochrony, jak na tratwie. Ale poszliśmy. Nadbudówkę rozwaliło jakby granat w środku wybuchnął. Większa jej część poszła za burtę — piec, kwatery majtków, ich rzeczy — wszystko poszło; ale dwa słupy podtrzymujące część grodzi, do której była przytwierdzona koja Abrahama, ocalały jakby cudem. Natrafiliśmy na nie, szukając poomacku między zwaliskami, i oto kucharz tam tkwił; siedział na swojej koi wśród piany i szczątków, papląc do siebie wesoło. Utracił rozum; zwarjował raz na zawsze wskutek tego nagłego wstrząsu, który zmiótł resztę jego wytrzymałości. Chwyciliśmy go, zawlekliśmy na rufę i rzuciliśmy na łeb na szyję w kajutową schodnię. Rozumiecie że nie było czasu znosić go na dół z wszelkiemi ostrożnościami, i czekać póki się nie przekonamy jak mu tam jest. Wiedzieliśmy że ci