Strona:PL Joseph Conrad-Młodość; Jądro ciemności.djvu/031

Ta strona została uwierzytelniona.

w dole podniosą go z dna schodów — i koniec. Pilno nam było wrócić jaknajprędzej do pomp. One czekać nie mogły. Taki szpetny przeciek to nieludzka bestja.
— Możnaby pomyśleć, że jedynym celem piekielnej burzy było pomieszanie w głowie nieborakowi mulatowi. Nad ranem wiatr ustał, nazajutrz zaś niebo było pogodne, a gdy się morze uspokoiło, woda zaczęła znów przeciekać. Gdy doszło ponownie do częściowego zwinięcia żagli, załoga zażądała powrotu — i rzeczywiście nic nam innego nie pozostawało. Łodzie przepadły, pokład był wymieciony na czysto, kajuta wypatroszona, ludziom zostało się tylko to co mieli na sobie — poza tem nic — zapasy były zepsute, okręt przemęczony. Obróciliśmy go dziobem ku Anglji i — czy dacie wiarę? Pojawił się wiatr od wschodu, prosto nam w oczy. Dął, zimny, dął bezustanku. Musieliśmy wywalczyć sobie każdy cal drogi, lecz statek nie ciekł tak bardzo, gdyż morze było stosunkowo gładkie. Pompować dwie godziny na cztery to nie zabawka — ale trzymało nas to na powierzchni aż do Falmouth.
— Poczciwi ludzie tamtejsi żyli ze szkód wyrządzonych przez morze i widok nasz ucieszył ich z pewnością. Zgłodniała rzesza cieśli okrętowych wzięła się do ostrzenia dłut, spostrzegłszy ten szkielet okrętu. I, dalibóg, musieli się porządnie obłowić zanim z nami skończyli. Zdaje mi się że właściciel statku był już wówczas w opałach. Zwlekano z decyzją. Wreszcie postanowiono że ładunek zostanie częściowo wyjęty a burty uszczelnione powyżej linji wodnej. Załatwiwszy się z tem, dokończono naprawy i załadowano węgiel z powrotem; nowa załoga zjawiła się na pokładzie, poczem wyruszyliśmy — do Bangkoku. Po