Strona:PL Joseph Conrad-Młodość; Jądro ciemności.djvu/047

Ta strona została uwierzytelniona.


i że wiozą pocztę z zachodniej Australji do Singapuru przez Batawję. Kapitan zgodził się holować nas do Andżeru albo Batawji — jeśli to będzie możliwe — gdzie ugasimy ogień, zrobiwszy dziurę w dnie statku, poczem puścimy się znowu w drogę — do Bangkoku! Nasz stary wyglądał na podnieconego. „Jeszcze tam zajedziemy“ — rzekł z zawziętością do Mahona. Pogroził pięścią niebu. Nikt się już nie odezwał.
— O dwunastej parowiec zaczął nas holować. Jechał naprzód, smukły i wysoki, a to co pozostało z Judei dążyło za nim szybko na końcu siedemdziesięcio-sążniowej liny holowniczej, jak obłok dymu ze sterczącemi w górę masztami. Wspięliśmy się na maszty aby zwinąć żagle. Kaszlaliśmy na rejach, układając starannie buchty. Czy sobie wyobrażacie tę naszą gromadkę tam w górze, zwijającą porządnie żagle okrętu, któremu było sądzone nigdzie już nie dojechać? Nie znalazł się między nami ani jeden, któryby nie pomyślał że maszty runą lada chwila. Dym nie pozwalał nam dojrzeć z góry pokładu, a ludzie pracowali starannie, okręcając sejzyngi w równych odstępach.
— „Zwijać mi żagle po portowemu — tam w górze!“ — krzyknął z dołu Mahon.
— Czy wy to rozumiecie? Nie zdaje mi się aby którykolwiek z tych chłopców sądził, że się dostanie na dół zwyczajnym sposobem. Kiedyśmy zeszli, słyszałem jak mówili między sobą: „No, byłem pewien że się zwalimy za burtę — wszystko w kupie — i patyki i my — żebym skisł jeślim tak nie myślał“. „A jakże, i ja też tak myślałem“ — odrzekło znużonym głosem inne poharatane i obandażowane czupiradło. I pomyślcie — przecie ci ludzie nie mieli za