Strona:PL Joseph Conrad-Tajny Agent.djvu/020

Ta strona została uwierzytelniona.

chodzą z różnych źródeł, które czytelnik może tu i ówdzie rozpoznał. Nie są ukryte głęboko. Ale zamiar usprawiedliwienia którejkolwiek z tych postaci jest ode mnie daleki; nawet jeśli chodzi o stosunek moralny przestępców do policji i odwrotnie, pozwolę sobie tylko nadmienić, że mój zasadniczy pogląd na tę sprawę jest łatwy do uzasadnienia.
Dwanaście lat, które upłynęły od wydania książki, nie zmieniły w niczym mych zapatrywań. Nie żałuję żem ją napisał. W ostatnich czasach okoliczności — nie mające nic wspólnego z zasadniczą treścią niniejszej przedmowy — zmusiły mię do odarcia powieści z jej literackich szat pogardy i oburzenia[1], szat w które przed laty ubrałem ją gwoli przyzwoitości z tak wielkim trudem. Byłem zmuszony — że tak powiem — spojrzeć na jej nagi szkielet; wyznam iż jest przerażający. Mimo to jednak twierdzę, że opowiadając dzieje Winnie Verloc aż do anarchistycznego ich kresu, opisując zupełne jej osamotnienie, obłęd i rozpacz tak jak to uczyniłem, nie miałem zamiaru znęcać się bez powodu nad uczuciami ludzkości.
1920

J. C.



  1. Conrad wspomina tu o swej przeróbce na scenę powieści Tajny agent (przyp. tłum.).