Strona:PL Joseph Conrad-Tajny Agent.djvu/184

Ta strona została uwierzytelniona.

nabierania nędznej ludzkości przy zaspokajaniu najbardziej natarczywej z jej marnych potrzeb. Nadinspektor, rozmyślający o swoim przedsięwzięciu w tej niemoralnej atmosferze, zdawał się zatracać coraz bardziej swą identyczność. Miał poczucie osamotnienia i niebezpiecznej swobody. Było to raczej przyjemne. Gdy zapłaciwszy za krótki posiłek, wstał i czekał na resztę, ujrzał siebie w lustrzanej tafli; zdziwił się, spostrzegłszy że wygląda zupełnie na cudzoziemca. Wpatrzył się w swój obraz melancholijnym, badawczym wzrokiem i pod wpływem nagłego natchnienia podniósł kołnierz marynarki. Uznał ten pomysł za dobry i uzupełnił go, podkręcając końce czarnych wąsów. Był zadowolony z subtelnej zmiany, którą wprowadził do swego wyglądu przez te drobne poprawki.
— Tak jest doskonale — pomyślał. — A przy tym będę trochę mokry, trochę zbryzgany błotem.
Spostrzegł że kelner stoi u jego boku i że na stole leży przed nim mała kupka srebrnych pieniędzy. Kelner czuwał nad nią jednym okiem, a drugim śledził długie plecy wysokiej, niezbyt młodej kobiety, która szła ku odległemu stolikowi i rzekłbyś nie spostrzegała nikogo z wyżyn swej niedostępności. Była widać codziennym gościem.
Wychodząc, nadinspektor stwierdził w duchu, że klienci tej restauracji zatracili w obcowaniu z podejrzaną kuchnią wszelkie cechy narodowe i osobiste. Była to rzecz dziwna, ponieważ włoskie restauracje są instytucją tak wybitnie brytyjską. Tymczasem owi ludzie byli równie wyzbyci z cech narodowych jak stawiane przed nimi potrawy o wyglądzie przyzwoitym choć nieokreślonym. Nie posiadali także żadnych cech charakterystycznych, które by świad-