Strona:PL Joseph Conrad-Tajny Agent.djvu/259

Ta strona została uwierzytelniona.

— Jakbym go widział — potwierdził nadinspektor. — Tylko ten mój jest zupełnie wygolony. Pan go zna. Sprytna bestia.
— Znam go? — rzekł Toodles z niedowierzaniem. — Nie mam pojęcia, gdzie mogłem z nim się spotkać.
— W Klubie Podróżników — rzekł spokojnie nadinspektor. Usłyszawszy nazwę tak bardzo wyłącznego klubu, Toodles przystanął, jak gdyby się zląkł.
— To niemożliwe — oświadczył, lecz w głosie jego zabrzmiała zgroza. — Co pan chce przez to powiedzieć? Członek klubu?
— Honorowy — mruknął przez zęby nadinspektor.
— Wielki Boże!
Toodles był tak przerażony, że nadinspektor uśmiechnął się z lekka.
— To wszystko ściśle między nami — dodał.
— Potworne! Pierwszy raz w życiu słyszę coś podobnego — rzekł Toodles słabym głosem, jakby zdumienie odjęło mu nagle całą siłę i rześkość.
Nadinspektor spojrzał nań z powagą. Póki się nie znaleźli u drzwi wielkiego człowieka, Toodles zachowywał zgorszone i uroczyste milczenie; rzekłbyś obraził się na nadinspektora za odkrycie faktu tak niesmacznego i niepokojącego. Ten fakt zrewolucjonizował wyobrażenie Toodlesa o krańcowej wyłączności Klubu Podróżników, o jego towarzyskiej nieskazitelności. Toodles był rewolucjonistą tylko w zakresie polityki; swoje społeczne zasady i przekonania osobiste pragnął zachować nietknięte w ciągu wszystkich dni wyznaczonych mu na tej ziemi, którą uważał na ogół za wcale miłe miejsce pobytu.