Strona:PL Joseph Conrad-Zwierciadło Morza.djvu/198

Ta strona została uwierzytelniona.

Lecz gdy przedrzeźniała pewnego paryskiego dostojnika — zajmował stanowisko istotnie bardzo wysokie — jak stał w rogu pokoju twarzą do ściany i pocierał sobie tył głowy, jęcząc bezradnie: „Rita, ty mnie wpędzisz do grobu!“ — można było doprawdy (będąc młodym i beztroskim) pęknąć ze śmiechu. Rita miała wuja w podeszłym wieku, również bardzo czynnego karlistę, proboszcza małej górskiej parafji w Guipuzcoa. Ponieważ byłem członkiem-marynarzem syndykatu (plany tego syndykatu zależały w wielkiej części od informacyj doñy Rity) obarczano mię często pokornemi, serdecznemi listami do staruszka. Te listy obowiązany byłem wręczyć aragońskim poganiaczom mułów (którzy o wyznaczonym czasie czekali bez zawodu na Tremolina w sąsiedztwie zatoki Rosas), aby odwieźli je wiernie w głąb kraju wraz z najróżniejszym zakazanym towarem, wydobytym potajemnie z ładowni Tremolina.
No, teraz to doprawdy powiedziałem za wiele (co było do spodziewania) o zwykłej zawartości swej morskiej kołyski. Ale niechaj to już zostanie. A jeśli kto zrobi cyniczną uwagę, że byłem wówczas chłopcem obiecującym, niech i to także zostanie. Chodzi mi tylko o dobre imię Tremolina, i twierdzę, że statek jest zawsze bez winy wobec grzechów, przestępstw i szaleństw swych ludzi.


XLII

Nie było to winą Tremolina, że syndykat zależał w tak wielkim stopniu od sprytu, i mądrości, i informacyj doñy Rity. Wynajęła niewielki umeblowany domek na Prado dla dobra sprawy — Por el Rey! Wynajmowała ciągle domki aby komuś dogodzić — cho-