Strona:PL Jules Verne Testament Dziwaka.djvu/240

Ta strona została przepisana.
— 228 —

— To szczególne — zauważyła jakaś dama do swej sąsiadki — przecież pisma ogłosiły już wczoraj śmierć panny Nałęcz, a tak serdeczna jej przyjaciółka, jak panna Foley, przychodzi tu dziś i nawet żałoby nie przywdziała!...
— Rzeczywiście — odpowiada jej towarzyszka — dziwne jest jej zachowanie, wcale po niej smutku nie widać.
Ale Jowita nie słyszy co dokoła niej mówią, cala jej uwaga zwróconą jest na scenę, na którą wstępuje już rejent Tornbrock w otoczeniu członków „Klubu Dziwaków“.
Na stole zakrytym serwetą leży karta gry, dwie kostki i drewniany kubeczek. Spogląda na zegarek, jeszcze tylko pięć minut brakuje do ósmej. W ostatecznem oczekiwaniu gwar powoli przycicha, gdy naraz tubalny głos komodora rozlega się po sali. Hodge Urrican uważa za rzecz konieczną, uczynić pewną uwagę i prosi o głos.
— Zdaje mi się, panie prezydencie — mówi coraz pewniejszy siebie — że zgodnie z wolą testatora, nie należy dziś rzucać kości, ponieważ piąta partnerka nie jest w możności...
— Tak, tak! — zawtórowało kilka osób z najbliższego otoczenia komodora, ale najgłośniej ze wszystkich krzyczała osobistość, którą już dnia poprzedniego zauważyła Jowita w jego towarzystwie.