Strona:PL Karol Baudelaire-Kwiaty grzechu.djvu/040

Ta strona została uwierzytelniona.
XII
CYGANIE W PODRÓŻY.

Proroczy lud o czarnych źrenicach ognistych
Wczoraj wyruszył w drogę — dzieci na ramionach
Dźwigając — albo karmiąc je falą śnieżystych
Skarbów mleka — co w zwisłych im płynie wymionach.

Mężczyźni idą pieszo z błyskającą bronią
Wzdłuż wozów, gdzie rodziny ich leżą skulone —
I ciężką swą źrenicą po niebiosach gonią,
Żałując mar, co w obcą uleciały stronę!

Świerszcz z głębi swojej nory podziemnej — radośnie
Patrzy na nich, śpiewając swoją pieśń dwugłośnie;
Cybela im powiększa zieleń urodzajną,

W skałach każe bić źródłom, ukwieca pustynie
Tułaczom, dla których się otwierają ninie
Państwa mroków przyszłości z ich zasłoną tajną.