Strona:PL Karol Dickens - Cztery siostry.djvu/70

Ta strona została uwierzytelniona.

Wtedy urzędnik, zorjentowawszy się w sytuacji, wyjaśnia nieporozumienie i pucołowata matka z pucołowatemi dziećmi i służącą pędzi w najszybszem tempie, na jakie ją stać, na pokład statku, idącego do Gravesend. Zjawiają się tam akurat w porę, aby się przekonać, że bagaż jest wprawdzie na miejscu, zato miejsc ani śladu. Następnie dzwonek, sygnalizujący odjazd, zaczyna dzwonić z godną podziwu zapamiętałością: ludzie zaś wykonywują do taktu rozmaite ruchy, jedni usiłując się dostać na statek, inni, pragnąc się z niego wydostać, póki jeszcze nie jest za późno. Dzwonek milknie. Parowiec rusza. Tych, którzy na pokładzie żegnali się z odjeżdżającymi przyjaciółmi, wyrzuca się na ląd wbrew ich woli; tych zaś, którzy na lądzie żegnali się z przyjaciółmi pozostającymi, nikt nie zmusza do powrotu na pokład, dochodzą więc do spóźnionego trochę wniosku, że byli nazbyt serdeczni.
Stali pasażerowie, posiadający bilety sezonowe, schodzą nadół na śniadanie, kto kupił gazetę, zabiera się do czytania; a kto nigdy jeszcze nie jechał statkiem, ten dochodzi do wniosku, że parowce i rzeka, to są wszystko rzeczy bardzo piękne, ale zdaleka.
Kiedy zbliżamy się do Blackwall i zaczynamy płynąć trochę prędzej, humor pasażerów poprawia się proporcjonalnie do tempa jazdy. Starsze kobiety, które mają ze sobą wielkie trzcinowe ręczne koszyki, zabierają się z całą powagą do miażdżenia na własną rękę i szczękę, oraz do rozdzielania pomiędzy rodzinę ciężkich sandwiczów; równocześnie krąży szklanka, która raz po raz napełnia się winem z płaskiej butelki, przypominającej kształtem gumo-