Strona:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu/134

Ta strona została skorygowana.

— Bądź spokojny, moja kapuściana głowo — odparł Blandois, ruszając wąsami. — Zgłoszę się i odbiorę, co mi się należy. Daję słowo szlachcica, że posłyszycie o mnie i że się spotkamy, a wtedy was pociągnę... bądź spokojny.
Lecz nazajutrz Blandois nie zgłosił się do biura, a gdy wieczorem Flintwinch przyszedł się dowiedzieć o niego w oberży, powiedziano mu, że wyjechał bardzo rano.
Pomimo to Jeremjasz był zupełnie pewny, że go zobaczy wkrótce.


ROZDZIAŁ XVI: PEWNEJ NIEDZIELI.

Pewnej niedzieli Emi odwiedziła Plornishów i zastała u nich ojca pani Plornishowej, starego Nandy, który mieszkał w Przytułku dla starców. Był on niegdyś śpiewakiem w jakimś skromnym przybytku muzy, nie wiodło mu się w życiu, wydał córkę za Plornisha, który odziedziczył zarazem jego długi i z tego powodu znalazł się w Marshalsea. W czasie tego rozbicia starzec przeniósł się do Przytułku i powiedział córce, że nie wróci do nich, dopóki wszystkie długi nie będą spłacone.
Ciężar tych długów — w gruncie rzeczy drobnych — przytłaczał jednak biednego Plornisha, który wszakże nie tracił nadziei, że kiedyś będzie lepiej.
A wówczas stary ojciec wróci do nich, nie będzie nosił tego strasznego ubrania, po którem każdy poznaje zdaleka, że to biedak, żyjący z miłosierdzia. Wtedy Plornishowa będzie najszczęśliwszą z kobiet i już więcej niczego nie będą pragnęli.
Teraz tylko w niedzielę, i to bardzo rzadko, pan Nandy mógł odwiedzać córkę i rozweselać śpiewem ich biedną izdebkę. Nie miał on więcej głosu od zmęczonego ptaszka, lecz pani Plornish słuchała go zawsze z zachwytem i zapewniała zazdrosne sąsiadki, że nikt na świecie nie śpiewa tak pięknie, jak jej ubogi ojciec.
— Ach, jak to dobrze, że pani dziś przyszła, miss Emi — zawołała ucieszona Plornishowa. — Ojciec nam zaśpiewa o Filis i Chloe. Tak dawno u nas nie był!