Strona:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu/138

Ta strona została skorygowana.


— Tak? Bardzo mi przyjemnie — zapewniał pan Clennam — mam nadzieję, że wkrótce poznamy się bliżej.
I życzliwie uścisnął rękę starca.
— Maggi, rozłóż na oknie tę gazetę, moje dziecko, i podaj tam herbatę panu Nandy — polecił dobrotliwie pan Dorrit. — Jeszcze kawałek szynki, mój kochany Nandy. Jakże niewiele jadasz? Emi, podaj mu to miękkie ciastko.
Był troskliwy do końca. Ofiarował biedakowi szylinga na tytoń i polecił Maggi sprowadzić go ze schodów. Sam stanął w oknie i patrzył na starca, gdy wolnym krokiem przechodził podwórze.
— Smutna starość — zwrócił się do pana Clennam.
Fanny włożyła kapelusz, zabierając się do wyjścia, gdy wszedł Tip, powitał obecnych ukłonem, uściskał Emi, pochylił się ku ojcu, skinął głową Fanny i usiadł na krześle.
— Czyż nie masz przyjemności znać pana Clennam? — spytał ojciec zadziwiony.
— Nie mam i wcale jej sobie nie życzę — odparł młodzieniec niedbale.
— Co to znaczy? — zawołał ojciec Marshalsea surowo. — Jak śmiesz w mojej obecności...
— Nie gorączkuj się, ojcze — przerwał Tip wyniośle — Wiem, co robię, i nie chcę znać tego pana, ponieważ nie postąpił ze mną, jak się postępuje z gentlemanem.
— Przebacz mu, panie Clennam — zawołał pan Dorrit — A co do ciebie, Tipie, nie mogę wyjść z podziwu, jak śmiesz w mojem mieszkaniu, wobec mego gościa...
— Ach, mój ojcze, nudne morały zostawmy dla dzieci. Nie chcę cię irytować, więc ustępuję z placu. Chodźmy, Fanny.
Ojciec Marshalsea upadł na fotel, wzburzony tem nowem dzisiaj przejściem — zastanawiał się prawdopodobnie, w jakich słowach rozpocząć tłumaczenie Tipa, gdy weszło dwóch delegatów z kawiarni, prosząc, aby pan Dorrit raczył prezydować na zebraniu muzykalnem, które się rozpoczynało.
— Obowiązki mojego stanowiska! — zwrócił się ojciec