Strona:PL Karol Dickens - Maleńka Dorrit.djvu/222

Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ IX: W STAREJ KLATCE.

Przyśpieszone kroki i głośne sapanie poprzedziły wejście Pancksa do kantoru, gdzie spodziewał się zastać Clennama.
Ale na progu zatrzymał się nagle. Jakże wyglądał dzisiaj ten przybytek porządku, spokoju i systematyczności! Na stole listy nierozpieczętowane, porozrzucane w nieładzie papiery, a pośród tego Clennam nieruchomy, z głową na ręku, oparty na stole.
Pancks długo nie był zdolny poruszyć się z miejsca, wreszcie ruchliwy jego temperament zwyciężył skamieniałość.
— To ja namówiłem pana, panie Clennam! — wybuchnął. — Moja wina, wiem o tem. Ukarz mię pan, jak zechcesz. Chciałbym, żebyś ukarał mię surowo.
— O Pancks, Pancks! — westchnął Clennam — tyś zawinił, ale jakże ja zawiniłem! Zrujnowałem Doyce’a, zrujnowałem Doyce’a! tego najzacniejszego człowieka. Zrujnowałem go, chociaż mię ostrzegał! Zrujnowałem go, bo mi ufał! Zrujnowałem cały dorobek jego życia! Czemże jestem?
Na te słowa Pancks zgrzytnął zębami i zanurzył dłonie w swoich czarnych włosach, które z widoczną ulgą wyrywał garściami.
— Jestem łotr! jestem zbrodniarz! jestem osioł! — powtarzał — warjat! podlec! niedołęga!
— O, Pancks! — jęknął znów Clennam — gdybyś się był nie zaraził tą gorączką, lepiej byłoby dla ciebie... i dla mnie!
— Lepiej — potwierdził Pancks. — Biegam od wczoraj rana — ale nic nie pomoże, wszystko stracone, wszystko!
— I właśnie wczoraj miałem sprzedać akcje — westchnął znów Clennam — przyszedłem do rozumu, pragnąłem się wycofać ze spekulacji... właśnie wczoraj!
— A ja nie wątpiłem do ostatniej chwili, stary osioł! — narzekał Pancks skruszony.
Artur podniósł się i wyprostował.
— Nie mam czasu do stracenia — rzekł poważnie — muszę