Strona:PL Karol Dickens - Opowieść o dwóch miastach Tom I.djvu/078

Ta strona została skorygowana.

usiadł naprzeciw niego przy tym samym stole, mając przed sobą oddzielną flaszkę porto, na twarzy zaś ów nonszalancki wyraz.
„A teraz czuje się już pan przynależnym do ziemskiej sfery?“ zapytał.
„Strasznie to dziwne, czuć się znowu w przestrzeni i czasie. Ale mam taki zawrót głowy, że z trudem zdaję sobie z tego sprawę“.
„Musi to być olbrzymia przyjemność“.
Powiedział to z goryczą i napełnił znowu szklankę — bardzo wielką.
„Co do mnie, to najgorętszem mojem pragnieniem jest móc zapomnieć, że należę do tego świata. Świat nie ma dla mnie nic dobrego — z wyjątkiem wina — ani ja nie mam dla niego nic dobrego! Więc w gruncie rzeczy nie jesteśmy tak bardzo do siebie podobni. Słowo daję! Zaczynam podejrzewać, że wogóle nie jesteśmy do siebie podobni. Pan i ja!“
Zmęczony wrażeniami dnia, Darnay miał chwilami uczucie, że ta sjesta z sobowtórem, tak nieokrzesanym, jest raczej snem. Nie wiedział, co ma odpowiedzieć, więc nie odpowiedział nic.
„Teraz, kiedy jest pan już po obiedzie“, powiedział nagle Carton, „dlaczego nie pije pan zdrowia? Dlaczego nie wnosi pan toastu, panie Darnay?“
„Jakiego zdrowia? Jakiego toastu?“
„Ma pan to imię na końcu języka. W każdym razie powinien je pan mieć. Musi je pan mieć!“
„Więc zdrowie panny Manette!“
„Więc zdrowie panny Manette!“
Pijąc toast, Carton patrzył swemu towarzyszowi prosto w twarz. Wychyliwszy szklankę do dna, rzucił ją za siebie o ścianę, aż rozprysła się w kawałki. Poczem zadzwonił i zażądał innej szklanki.
„To ładna panna, panie Darnay! Musi być przyjemnie pomagać takiej wsiąść do karety! Zwłaszcza, gdy jest ciemno“, dodał, napełniając szklankę.
Lekkie zmarszczenie czoła i lakoniczne:
„Tak...“
„Ładna panna! To miła rzecz być przez nią opłakiwanym i żałowanym! Coby się wtenczas czuło? Warto narazić życie, żeby stać się przedmiotem jej litości i współczucia, prawda, panie Darnay?“
Darnay znowu nie odpowiedział.
„Ucieszyła się niezmiernie, gdy powtórzyłem jej pańskie zlecenie. Nie okazała, że się cieszy, ale przypuszczam, że się musiała ucieszyć“.
Powiedzenie to przypomniało Karolowi Darnay, że ten nieprzyjemny towarzysz z własnej woli oddał mu ważną