Strona:PL Karol Dickens - Opowieść o dwóch miastach Tom I.djvu/110

Ta strona została skorygowana.

Pogłębienie wklęsłości koło nozdrzy i przeciągnięte rysy okrutnej twarzy były złowróżbną odpowiedzią. Stryj zaprzeczył tym słowom ruchem lekkim, a tak wyraźnie wypływającym z dobrego wychowania, że, rzeczywiście, niewielką mogło to być otuchą.
„Jestem przekonany“, ciągnął bratanek, „sądząc po tem co wiem, że wyraźnie dążyłbyś do tego, by podejrzane okoliczności, w jakich pracowałem, ukazać w jeszcze bardziej podejrzanem świetle“.
„No, nie, nie“, żartobliwie odparł stryj.
„Tak czy inaczej“, ciągnął bratanek, patrząc na niego nieufnie, „wiem, że twoja dyplomacja starałaby się mię za wszelką cenę pogrążyć i że w tem działaniu nie zważałbyś na żadne skrupuły“.
„Mój przyjacielu“, powiedział markiz z naciskiem na tych dwóch wyrazach. „Jużem ci to powiedział. Pozwól sobie przypomnieć, że powiedziałem ci to przed wielu laty“.
„Pamiętam“.
„Dziękuję“, powiedział markiz bardzo słodko.
Głos jego wibrował w powietrzu niemal jak dźwięk instrumentu muzycznego.
„Doprawdy“, powiedział bratanek, „zaczynam wierzyć, że to twoje nieszczęście a moje szczęście, żem się nie dostał do więzienia we Francji“.
„Nie rozumiem“, powiedział stryj, pijąc wolno kawę. „Czy mogę prosić o wyjaśnienie?“
„Wierzę, że gdyby nie to, że jesteś w niełasce u dworu i że ta chmura od paru lat wisi nad tobą, lettre de cachet zawiodłaby mię na nieokreślony czas do jakiej twierdzy“.
„Możliwe“, odparł stryj bardzo spokojnie. „Dla honoru rodziny potrafiłbym skazać cię nawet na takie niewygody... Proszę, wybacz mi to“.
„Stwierdzam nie bez przyjemności, że, na szczęście dla mnie, onegdajsza audjencja była jak zwykle, chłodna“, zauważył bratanek.
„Nie powiedziałbym na szczęście“, uprzejmie poprawił stryj „Tego nie byłbym pewny. Dobra sposobność do rozmyślań, wzmocniona samotnością, może wpłynęłaby na ciebie korzystniej niż ty sam wpływasz na siebie. Ale niewarto dyskutować o tem. Jestem, jakeś powiedział, w niełasce. Te drobne narzędzia poprawy, te łagodne środki podtrzymujące honor i znaczenie rodziny, te drobne udogodnienia, które byłyby ci tak nie na rękę, utrzymać dziś można tylko drogą protekcji lub przypadku. Tylu o nie zabiega, a tak mało (stosunkowo) jest ich do rozdania! Dawniej tak nie było, ale Francja pod wieloma względami zmieniła się na gorsze. Nasi, nie tak dalecy przodkowie mieli prawo życia