Strona:PL Karol Dickens - Opowieść o dwóch miastach Tom II.djvu/013

Ta strona została skorygowana.

„Naturalnie, Carton!“
Uścisnęli sobie ręce, a Carton odszedł i po chwili, sądząc z jego wyglądu, był już takiem nic, jak zawsze.
Po jego wyjściu, w ciągu wieczora, który upłynął nowożeńcom w towarzystwie panny Pross, doktora i pana Lorry, Karol wspomniał ogólnikowo o rozmowie z Cartonem, wyrażając się o nim niedbale i lekko. Nie mówił z goryczą, ani złośliwie, ale jak ktoś, kto widział go takim, jakim Carton chciał się pokazać.
Nie przypuszczał, że rozmowa ta zaciąży na myślach jego pięknej młodej żony. Ale gdy potem udał się za nią do sypialni, zauważył na jej ślicznem czole zmarszczkę
„Jesteśmy dziś zamyśleni?“ powiedział Karol, otaczając ją ramieniem.
„Tak najdroższy“, powiedziała, kładąc mu dłonie na piersiach i utkwiwszy w nim pytające i badawcze spojrzenie. „Jesteśmy zamyśleni, bo mamy dziś zmartwienie, Karolu!“
„A jakież to, Łucjo?“
„Czy obiecujesz nie pytać, jeżeli cię o to poproszę?“
„Czy obiecuję? Czegóż nie obiecałbym memu ukochaniu!“
Rzeczywiście! Czegożby nie obiecał, gdy jedną ręką odgarniając złote włosy Łucji, drugą trzymał na sercu, które tylko dla niego biło!
„Sądzę, Karolu, że biedny pan Carton zasługuje na większy szacunek i współczucie, niżeś mu to dzisiaj okazał“.
„Naprawdę, najdroższa? A dlaczegóż to?“
„O to właśnie nie powinieneś mię pytać. Ale zdaje mi się — wiem — że mam słuszność“.
„Jeżeli wiesz — to mi wystarcza. Co chcesz, żebym dla niego zrobił, Łucjo?“
„Chciałabym, najdroższy, żebyś był dla niego zawsze bardzo wspaniałomyślny i bardzo wyrozumiały na jego błędy — kiedy go tu niema. Chciałabym, żebyś uwierzył, że Carton posiada serce, które rzadko, bardzo rzadko obnaża, i że w sercu tem ma głęboką ranę. Drogi mój! Widziałam, jak ta rana krwawiła!“
„To bardzo dla mnie przykre“, powiedział Karol Darnay głęboko zdumiony, „że zrobiłem mu krzywdę. Nigdy nie pomyślałbym tego o nim“.
„A jednak tak jest, mój drogi! Obawiam się, że się to już nie da naprawić. Nie mam nadziei, żeby można było naprawić cośkolwiek w jego losie, albo w jego charakterze. Ale jestem pewna, że jest zdolny do czynów pięknych, do czynów dobrych, nawet do czynów wspaniałomyślnych“.
Była tak piękna z tą swoją wiarą w tego straceńca, że mąż mógłby tak patrzeć na nią godzinami.