Strona:PL Karol Dickens - Opowieść o dwóch miastach Tom II.djvu/042

Ta strona została skorygowana.

jednak o istnieniu skały, a myślał zaledwie o niebezpieczeństwie. Intencja, w której zrobił to, co zrobił, chociaż nawet działał połowicznie, wystarczy, by Francja uznała jego dobrą wolę, zwłaszcza, jeżeli sam osobiście jej to przedstawi. Potem wspaniała wizja dobrych czynów, będąca tak często mirażem wielu szlachetnych dusz, powstała przed jego oczyma i Karol w wyobraźni swej widział się już człowiekiem mającym wpływ na rozszalałą rewolucję, którą porywał tak straszliwie dziki pęd.
Kiedy, po powzięciu tego postanowienia, przechadzał się po Temple, zrozumiał, że Łucja i ojciec powinni się dowiedzieć o jego zamiarze już po dokonanym fakcie. Łucji oszczędzi się przez to boleści rozstania, a ojciec Łucji, zawsze niechętnie wracający do niebezpiecznych wspomnień dawnych czasów, dowie się o kroku Karola, gdy krok ten będzie już zrobiony i wskutek tego nie będzie się męczył niepewnością i niezdecydowaniem. Ile na połowiczność jego czynu wpłynął wzgląd na doktora Manette i lęk przed budzeniem w jego myślach wspomnień o Francji, nad tem Karol nie zastanawiał się. Ale i ta okoliczność zaważyła na jego decyzji.
Chodził tam i z powrotem z troską w duszy, póki nie nadszedł czas, by wrócić do Tellsona i pożegnać pana Lorry. Gdy tylko przyjedzie do Paryża, odwiedzi starego przyjaciela, teraz jednak nie wspomni mu o swoich planach.
Kareta, zaprzężona w konie pocztowe siała przed bankiem. Jerry, wyekwipowany i obuty, czekał obok.
„Oddałem list“, powiedział Karol do pana Lorry. „Nie chciałem się zgodzić na to, by pan zawoził piśmienną odpowiedź — ale może zechce pan zawieźć ustną?“
„Oczywiście, bardzo chętnie“, odrzekł pan Lorry, „jeżeli nie jest niebezpieczna!“
„Bynajmniej. Chociaż należy ją powtórzyć człowiekowi uwięzionemu w Abbaye“.
„Jak się nazywa?“ spytał pan Lorry, wyjmując notes.
„Gabelle“.
„Gabelle. Więc co mam powiedzieć owemu Gabelle, który siedzi w więzieniu?“
„Tylko tyle: odebrał list i przyjedzie“.
„Nie mówił kiedy?“
„Wyjedzie jutro wieczorem“
„Wymienił jakie nazwisko?“
„Żadnego“.
Karol pomógł panu Lorry otulić się w niezliczoną ilość płaszczy i pledów, a potem wyszedł z nim razem z ciepłej atmosfery banku w mgliste powietrze Fleel Street. „Pozdrowienie dla Łucji i dla małej Łucji“, powiedział pan Lorry na