Strona:PL Karol Dickens - Walka życia.djvu/92

Ta strona została uwierzytelniona.



CZĘŚĆ III.

Świat postarzał się o sześć lat od opisanych przez nas wypadków. Był to ciepły jesienny wieczór po ulewnym deszczu. Nieoczekiwane słońce wyjrzało z za chmur i oświeciło stare bojowe pole, które na jego powitanie zabłysło miliardami iskier, błyszczących na liściach i mokrej trawie.
Słoneczny świt, rozlewając się po okolicy, wszystko ożywiał niby obecność samego Boga. Mroczny i jednobarwny przedtem las mienił się teraz licznymi tonami: zielonym, żółtym i ciemno-czerwonym. Z liści spływały błyszczące krople dżdżu. Zielona łąka, zdało się, martwa, teraz jakby ożyła, ciesząc się jasnością nieba. Pola, żywopłoty i plecione parkany, a także i zbite w jedną grupę maleńkie miasteczko wraz z dzwonnicą, rzeczką i młynem — wszystko żywo występowało z mroku. Ptaszki słodko śpiewały, kwiaty podniosły pochylone główki, orzeźwione radosnym oddechem ziemi, a w górze rozesłało się błękitne niebo. Skośne promienie