Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/80

Ta strona została uwierzytelniona.


uda wprowadzić mnie w błąd. Mówię prawdę. Mogę dowieść.
Z małej szufladki biurka wyciągnął jakąś fotografję i pokazał gościom.
— Piekło i szatan! — zawołał Landola.
— Przekleństwo! — krzyknął Cortejo.
Starzec rozkoszował się ich przerażonemi maskami.
— Nie znam tego człowieka! — rzekł Landola.
— I ja również! — dodał Cortejo.
— Naprawdę? Nic was w tej fotografji nie uderza?
— Owszem — rzekł Cortejo. — Jest trochę do mnie podobna.
— Tylko trochę?
— No, — wyjąkał Cortejo — może nieco więcej, niż trochę. W każdym jednak razie to nie ja.
— W takim razie sprawa między nami skończona.
Włożył fotografję do szuflady, zamknął i ciągnął dalej:
— Pomyliliśmy się wszyscy trzej. Nie przypuszczaliście, że znam wasze nazwiska, ja zaś nie wierzyłem, aby mogło istnieć tego rodzaju podobieństwo. Była to fotografja adwokata Gasparina Cortejo z Manrezy, czy z Rodrigandy. W rezultacie nastąpiło rozczarowanie. Pożegnajmy się w zgodzie. A Dios, sennores!
Hilario, pożegnawszy ich skinieniem ręki, odwrócił się z uśmiechem, aby wyjść do przyległego pokoju.

78