Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/82

Ta strona została uwierzytelniona.


— Ani słowa więcej! Czyż nie widzicie, że starzec bawi się nami jak kot z myszą?
Cortejo miał to samo wrażenie, próbował jednak wyciągnąć coś z Hilaria bez awantury. Nie odpowiadało to gorącemu temperamentowi Landoli. Hilario obrzucił pirata zgryźliwem spojrzeniem i rzekł z uśmiechem:
— Powiada sennor, że się z wami bawię? Zamieniliśmy role. To wy chcieliście się mną zabawić. Przecież nie ja do was przyszedłem, przecież wy ukrywaliście twarze pod szminką!
— Nie mogliśmy postąpić inaczej!
— Czyż maski, fałszywe nazwiska i wrzekoma nieznajomość osób, o które chcecie się dowiedzieć, nie jest dowodem, że usiłowaliście zakpić ze mnie?
— Kierowaliśmy się tylko ostrożnością. A pan zmyślał.
— Ponieważ nie byliście wobec mnie szczerzy. Mam jednak nadzieję, że obecnie uznają panowie szczerość za najlepsze wyjście z sytuacji. Sennor jesteś kapitan Henrico Landola, tak?
— Do stu tysięcy świętych i djabłów! Wszystko mi jedno, niech się dzieje, co chce. Tak, jestem Henrico Landola!
— Doskonale! Sennor zaś jesteś Gasparino Cortejo, prawda?
— Tak.
— Nareszcie! Powiedzcie mi szczerze, co was sprowadza do Meksyku?
— Przecież wie pan o tem dobrze — odparł Landola. — Ale kto panu to zdradził, kto?

80