Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/84

Ta strona została uwierzytelniona.


— Czy uważacie, sennores, że jest mniej uczciwy od pirata?
— Do stu piorunów, tak! — ryknął Lancola. — Uważacie, że pirat musi być szubrawcem i kanalją? O nie, pirat ze swoimi ludźmi zawsze postępuje uczciwie.
— A Grandeprise postępował inaczej? Był nieuczciwy wobec was? Mianowicie?
— Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie. Nie, znam pana.
— Nazywają mnie doktorem Hilario.
— To nie wystarczy. Nie wiemy, co o panu myśleć.
— Możecie się łatwo dowiedzieć.
— Taki właśnie mamy zamiar. Musimy wiedzieć czyś sennor naszym przyjacielem, czy wrogiem.
— To jasne, że przyjacielem! Nie zauważyliście, że znam wasze tajemnice?
— Mam wrażenie, że istotnie wie pan cośniecoś.
— Cośniecoś? Pah! Wiem wszystko!
Landola potrząsnął głową z niedowierzaniem.
— A więc proszę. Słucham.
— Zaczynam — zaczął starzec z uśmiechem. — Niejaka Marja Hermoyes i niejaki Pedro Arbellez mieli zabrać pewnego chłopca. Chłopca tego zamieniono w Barcelonie na syna niejakiego Gasparina Corteja i niejakiej Klaryssy.
— Tam do licha! Któż panu to powiedział? — zapytał Cortejo.
— Zaraz się dowiecie. Hrabia Fernando wycho-

82