Strona:PL Karol May - Klasztor Della Barbara.djvu/87

Ta strona została uwierzytelniona.


dzie Serce i całe ich otoczenie. Brat pana zdecydował się zwierzyć przede mną ze wszystkiego i postąpił słusznie.
— Chciałbym w to wierzyć — rzekł Certejo, wyciągając rękę do starca. — Dziękuję panu. Może sennor być pewny, że nietylko w słowach postaramy się okazać naszą wdzięczność.
— Gdzież przebywa Sternau i jego towarzysze? — zapytał niecierpliwie Landola.
Oh, niedaleko stąd, — rzekł starzec z uśmiechem.
— W głównej kwaterze Juareza?
— Nie. W mojej.
— W pańskiej? Co to ma znaczyć? Nie mówi pan chyba o klasztorze?
— Ależ owszem.
— Co? — zawołał Cortejo, zrywając się z miejsca. — Są tutaj?
— Ależ tak.
— Pan ich schwytał?
— Tak jest.
— Dzięki, stokrotne dzięki szatanowi! Jakże pan dokonał tego mistrzowskiego obrotu?
Ach, sennores!
Starzec z dumą opowiedział o swoim triumfie.
— Wspaniale! — unosił się Cortejo. — A więc musimy zejść nadół i zobaczyć ich?
— Rozumie się, sennor. Skoro przywitacie się z Pablem i Józefą, będziecie mogli zobaczyć jeńców.

85