Strona:PL Karol May - Skarb w Srebrnem Jeziorze 03.djvu/188

Ta strona została skorygowana.

— Postąpiłeś jak tchórz! Gdyby Old Firehand nie był zauważył, że ciebie brak, zdrada byłaby się udała i nasze dusze znalazłyby się w wiecznych ostępach. Czy widzieliście, co leżało w pakunkach w głębi wyspy?
— Tak. Posążek boga z czystego złota.
— Ludzkie oko już go nie zobaczy; — i twoje również. Jak sądzisz, na co zasłużyłeś?
Timbabacz milczał.
— Na śmierć, na stokrotną śmierć, Ale byłeś moim przyjacielem i towarzyszem, a te blade twarze nie życzą sobie, abym cię zabił. Pozostaniesz więc przy życiu, jeśli uczynisz to, czego żądam od ciebie.
— Czego żądasz?
— Old Firehand chce zamieszkać w kotlinie. Sprzedasz mu ją, a nadto drogę, która stamtąd prowadzi do Srebrnego Jeziora. — Czego żądasz za to?
— Muszę przedtem pomówić z innymi Timbabaczaml
— Powiem ci, jakie żądania możesz postawić. Old Firehand da dwadzieścia strzelb i dwadzieścia funtów prochu, dziesięć koców, pięćdziesiąt noży i trzydzieści funtów tytoniu. To nie za mało. Czy zgadzasz się?
— Zgadzam się i nakłonię innych.
— Będziesz musiał pójść z Old Firehandem i kilku świadkami do najbliższego wodza bladych twarzy, aby potwierdzić kupno. Za to otrzymasz jeszcze osobny podarunek. Widzisz, że troszczę się o twoją korzyść, ale mam nadzieję, ze dołożysz starań, żebym, zapomniał o twojej zdradzie. Teraz zawołaj swoich ludzi, aby przewieźli na brzeg pojmanych wodzów.
Był już najwyższy czas przenieść jeńców w miejsce bezpieczne; wnet bowiem po złożeniu ich