Strona:PL Karol May - Winnetou 04.djvu/125

Ta strona została uwierzytelniona.




ROZDZIAŁ VI.
W „warowni.“

Upłynął szereg dni, zanim Old Firehand mógł z nami wyjechać do swego „zamku“. Droga, którą odbyliśmy potem szczęśliwie, wiodła przez sam środek obszarów, należących do szczepów nieprzyjacielskich. To też kiedy niebezpieczeństwo mieliśmy już za sobą, mogliśmy wreszcie spocząć i wywczasować się dowoli.
Strzelby nasze milczały w ostatnich dniach, staraliśmy się głosem ich nie zwracać na się uwagi czerwonoskórych, ale mimoto nie doznaliśmy braków, łowiąc dziczyznę w pułapki. Pewnej nocy siedziałem z Old Firehandem przy ogniu, Winnetou zaś był na straży i podczas jednego z okrążeń przystąpił do nas. Old Firehand rzekł do niego:
— Czy mój brat nie usiądzie przy ognisku? Ścieżka Rapahów nie prowadzi w to miejsce. Jesteśmy zatem bezpieczni.
— Oko Apacza stoi zawsze otworem; nie dowierza on nocy, gdyż noc jest jak kobieta — odrzekł Winnetou.
Po tych słowach zniknął znowu w ciemności.
— Nienawidzi kobiet — napomknąłem, chcąc rozpocząć rozmowę, jedną z tych, które się przyjemnie prowadzi pod spokojnie mrugającemi gwiazdami i pamięta potem przez długie lata.
Old Firehand otworzył futerał, który nosił zawsze