Strona:PL Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Na Skalnem Podhalu T.5.djvu/27

Ta strona została uwierzytelniona.

A jo mu na to tak:
Wiés ty, Franek, co? Kiebyś mie ty w Luptów, abo i do Polski ka pozywał, ka na jakom karcyme, abo na jaki pański dwór, coby my haństela piniądze, a jeść i pić przinieśli, hoć to grzych, weru na mój sto prawdu joby s tobom seł! Bo kie Ponbóg o mnie zabacył, to co jo mam o Nim pamiętać?! Syn, wiés, nostarsy, ten, co mi robić pomagał, ino, ino; baba lezy, przez mléka je, bo skąd, a tu to dwoje przy cyckak — a hańto troje ino płace, bo sie mu jeść fce. Krowy w oborze niéma, świni w hléwie niéma — nie trza ci gadać, bo wiés. Ostatnio biéda na mnie! I jo ci haw mom kose brać i pod Gdów kajsi, cy pod Tornów iść?! Wieraześci! Powiédz mi tak: Bartek podź! Krew nam z pod obuhów ak woda śknie, caski łupać bedziemy, z brzuhów dobro wydremy, ale sie