Strona:PL Klementyna Hoffmanowa - Wybór powieści.djvu/039

Ta strona została przepisana.

botę; Tata z Mamą mieli przyjechać: nie zjadłam ani jednej jagódki, ale dla nich schowałam.
Pamiętam także tego dnia miałam i zmartwienie. Babunia kazała skosić trawę w ogrodzie, jaskry, ostróżki i wszystkie te kwiatki żółte, niebieskie, śliczne stokrotki padły pod kosą i powiędły. Ale za to Babunia nazajutrz pozwoliła nam przetrząsać skoszoną trawę: była też to ostatnia nasza zabawa, bo już tego poniedziałku Tata z Mamą zabrali i mnie i Salunię z sobą. Żal mi było bardzo odjeżdżać od Babuni, od krów, od kur i mleka, alem się znowu cieszyła, że zobaczę braci i nowe pomieszkanie; bo Tata z Mamą wyprowadzili się przez ten czas z Piwnej ulicy, i najęli sobie domek z ogródkiem w Alejach. Ten ogródek nie był taki duży jak u Babimi, ale przecież i tam są drzewa, trawa i kwiatki. Jeździliśmy też dosyć często do Babuni, i jeździmy dotąd w lecie; w zimie Babunia do nas przyjeżdża, i teraz właśnie jest u nas, a ja tu przyjechałam; bo mi Tata już dawno mówił, że tu jest bardzo grzeczna panienka Józia, niewiele odemnie starsza, i że jeżeli będę grzeczną, przywiezie mnie do niej: byłam grzeczna, i Tata mnie przywiózł.




Chociaż w historyi Joasi nie było żadnego szczególnego wypadku, bardzo zabawiła wszystkich, nawet i Paulinę; sposób noszenia żałoby po kurze, rozśmieszył wszystkie panienki; ale przy śmiechu nie zapomniały jednak, że jedna z nich, Marynia, nie powiedziała jeszcze swojej historyi. Już i ciągnąć kartki nie było potrzeby, bo na nią kolej mówienia przypadała. Marynia jednak