Strona:PL Kraszewski - Żacy krakowscy.djvu/15

Ta strona została uwierzytelniona.
II.
Pobojowisko.

Stróż nocny szedł, obwołując północ.

Ulice stały ciche, księżyc świecił, a wiatr jesienny coraz to na niego chmurkę napędzał, to odganiał chmury, jakby żartował. Prócz jednostajnej ochrypłego stróża piosenki, prócz kogucich głosów, które jak odzywy strażników odpowiadały sobie z różnych stron miasta, wszystko milczało. — Bo dawniej każdy kładł się spać ze zmrokiem prawie, a w najszumniejszych nawet zabawach rzadko odważano się cały wieczór przepędzać — dzień był na to.[1] A jeśli zdarzyła się gdzie przedłużona biesiada, brali ją zaraz księża za tekst do kazań, narzekając na zepsucie obyczajów, utratę czasu i zdrowia. Milczało więc miasto całe, a w obrębie Krakowa stróże tylko i nieliczni może znagleni pilną potrzebą wlekli się przechodnie, złodzieje i rozbójnicy, patrząc kędy na mniej ludne domy napaść było można bezpiecznie. Stróż prześpiewał swoją jednostajną piosn-

  1. Nawet uchwały miejskie (Wielkierze) broniły długich nocnych zabaw mieszczanom.