Strona:PL Kraszewski - Dziennik Serafiny.djvu/226

Ta strona została uwierzytelniona.
Sierpień.

Znowu dziennik zależał... Ale mi Staś był chory na zęby... Dzień i noc nie odstępowałam od kolebki. Biedne dziecię tyle wycierpieć musiało. W śmiertelnej trwodze spędziłam cały ten czas wyrzynania się tych niegodziwych, białych, ślicznych ząbków. Chłopak mi zmizerniał, ale doktor powiada, że rychło znowu odkwitnie...
Dla niego zostałam pustelnicą w Herburtowie i doprawdy, nic nie robię, o niczem nie myślę, tylko o nim i jego przyszłości...
Buduję dlań — zamki, stroję mu pałace; zdaje mi się, że układam bajki, jak o złotowłosym królewiczu, jak o zaklętej księżniczce. Całe moje życie przeszło w niego...
Dziwna rzecz, że Opaliński, ani mnie, ani Radcy, ani Wujowi, z którym był tak dobrze, nie powiedział, dokąd się uda, nie dał znać o sobie. Wpadł jak w wodę. Gniewa mnie to, chociaż był tylko posłusznym Stryjowi i spełnił to, na co ja się zgodzić musiałam... Ale jakże dziwnie mu to łatwo przyszło, gdy ja — jeszcze pustki mnie otaczającej znieść nie mogę, i nawet przy Stasiu, czuję, że mi kogoś braknie...
Radca zajęty wspaniałym pomnikiem dla Oskara. Zamówiono go w Rzymie. Stawia umyślnie kaplicę,