Strona:PL Kraszewski - Ostatni rok.djvu/256

Ta strona została przepisana.

częstym oddechem, oczy błyskały nie zwykłym ogniem gniéwu i zapału, usta drzały, a poruszenia żywe i prędkie okazywały wzburzony stan duszy. Anastazyija ze swéj strony sparta na białym ręku, milcząca zadumana, zawstydzona i rozgniewana, że tak jawnie nadzieje jéj i proźby odrzucono, dozwoliła kilku łzom spłynąć po twarzy i niekiedy ukradkiem rzucała wzrok na tego, który był jéj smutku przyczyną. Po kilku chwilowém milczeniu, przykrém dla nich obójga, spójrzał wreście Królewicz na Anastaziję, a widząc szczątki łez w jéj oku, z rozjaśnioną twarzą, pobiegł, ukląkł przy łóżku i chciał ją przepraszać.
— Anastazijo! tyś płakała, rzekł do niéj czule biorąc ją za rękę, z mojéj przyczyny spadło kilka łez twoich — wybacz mi i nie gniéwaj się, ja tego żałuję — mocno żałuję!