Strona:PL Krzak dzikiej róży (Jan Kasprowicz).djvu/149

Ta strona została uwierzytelniona.

To niepewności straszny ptak
Bije ciemnemi pióry:
Cień jego pada na ten szlak,
Co wiedzie w jasne góry.
 
Wyrzut się zrywa, niby szał,
Zadaje duszom razy,
Że obłamują kwiat swych ciał
O te krzemienne głazy.

Że pnąc się w sfery marnych złud,
Nie pomną w swej podróży,
Iż ten nadludzki, płonny trud
Rozkwitom ciał nie służy...

I wraz świadomość w ślad tych mąk,
Niby potworna żmija,
Ten swój oślizły pręży krąg,
W dusze się żądłem wpija.

Wpija się w duszę olbrzym wąż,
Ze swojej rad zdobyczy,
Wysysa wszystką siły miąż
I syczy, syczy, syczy...

Syczy, że wieki ziemski lud
Wyprawiał swe wybrańce
Do tych tajemnych życia wrót,
Na te zawrotne krańce.