Strona:PL Krzak dzikiej róży (Jan Kasprowicz).djvu/217

Ta strona została uwierzytelniona.
Mona Liza.


I.


Śmiejesz się do mnie tym dziwnym uśmiechem
w oczach i ustach, który — nie wiem — cnotą,
czy też ponętnym przykuwa mnie grzechem:
tak mi się w serce strzałą wbija złotą.

Pod jego czarem z młodzieńczą ochotą —
u dusz ranionych z niezwykłym pośpiechem —
rwałbym się znowu ku tym wyżnym lotom,
gdzie dech nasz z bożym zlewa się oddechem.

Lecz mnie już błękit niebieski przeraża,
w nieskończoności tonący — bezdenny
i bezgraniczny baldachim ołtarza,
 
ustawionego w mistycznej świątyni,
gdzie, jako obraz daleki i senny,
wielka miłości ofiara się czyni.