Strona:PL Lange - Stypa.djvu/192

Ta strona została przepisana.

Przeszedłem przez widma i cienie, przez mogiły i obłędy, ale nigdy nie miałem w życiu sceny tak prostej i naiwnej, jak na tym głupim obrazku... Dlatego, waszych opowiadań słucham z zazdrością, bo mi się nigdy nie zdarzyło nic podobnego... Kochałem zawsze to, co obce, dalekie, nieznajome, to, co przeminęło i nie wróci, to, co dopiero zjawi się kiedyś, ale jeszcze nie jest, to, czego nigdy nie było i nigdy nie będzie... I oto we mnie samym nienasycona próżnia i głód ogromny pocałowań... Widma, widma!
— I to wszystko? i więcej takich widm nie miałeś?
— Miałem, miałem, coraz inne, coraz nowe, ale nigdy nic realnego.
— I ty — rzekł Nawara — ty zowiesz to żywotem nikłym, pustym? Ależ przeciwnie, to żywot cudowny, baśniowy, niemal wszechmocny w stosunku do fatum. Stanąłeś ponad rzeczywistością i sam ją sobie stwarzasz. Nie ty ulegasz zjawiskom, które napotykasz, ale sam wolą własną je przetwarzasz. Bynajmniej zgodzić się nie mogę na to, coś rzekł, że jesteś człowiekiem bez przeznaczeń; jesteś ich panem.
— Być może, ale czasem chce mi się płakać i mówić, jak ten waryat u Szekspira: Biednemu Tomkowi zimno! Zimno mi, pusto na świecie...
— I nie może być inaczej — zauważył Tarło. Na lodowej górze, niby Kościej, mieszka ten, co fatum swoje chce rozsnuć poza światem realnym. Każdy z nas jest albo sługą praw społecznych, albo sługą praw natury. Czasami obie te kategorye praw schodzą się, czasami bywają w konflikcie, ale to jest życie. Ty staną-