Strona:PL Leblanc - Zwierzenia Arsena Lupina.djvu/111

Ta strona została przepisana.

jakie wrażenie na nim wywarło to opowiadanie. Ale Ganimard milczał jak zaklęty.
Lupin zaczął się śmiać.
— Prawda, zaimponowałem ci? Ale w głębi duszy myślisz sobie z pewnością: „Coś w tem jednak jest niewyraźnego. Po jakiego licha Lupin wtajemnicza mnie w tę sprawę, zamiast samemu szukać mordercy i ewentualnie odebrać mu łup?“ I miałbyś nawet rację zupełną. Ale... jest tu jedno ale: oto nie mam obecnie czasu. Roboty mam po uszy: jedno włamanie w Londynie, drugie w Lozannie, porwanie dziecka w Marsylji, wybawienie młodego dziewczęcia przed grożącą jej śmiercią, — wszystko to zwaliło mi się naraz na głowę. Więc pomyślałem sobie: „A możeby tak oddać tę sprawę Ganimardowi? Najważniejsze już przecież zrobione, — może uda mu się rozwikłać wszystko do końca? A przy tem oddam mu cenną przysługę, — będzie mógł się odznaczyć“...
Jak pomyślałem, tak też i zrobiłem. O ósmej rano wysłałem na przynętę owego człowieka ze skórkami pomarańczowemi... A o dziewiątej już tu byłeś.
Lupin wstał z krzesła, a pochylając się ku inspektorowi mówił mu prosto w oczy:
— Skończyłem. Spodziewam się, że niedługo odnajdziesz już ofiarę, — zapewne jaką baletnicę lub śpiewaczkę kabaretową... Mam też pewne dane do przypuszczenia, że morderca mieszka gdzieś niedaleko Nowego Mostu, po lewym brzegu Sekwany. Wszystkie te rzeczy daję ci; — weź się odrazu do roboty. Zatrzymuję sobie tylko ten kawałek szarfy. Gdyby ci potrzebnem było skompletowanie całej szarfy, — przynieś mi drugą jej połowę... znajdującą się na szyj i ofiary. Przynieś mi ją za miesiąc, dokładnie za miesiąc: 18 grudnia, o 10 rano. Znajdziesz mnie tu, ręczę za to. I nie lękaj się: wszystko to, co ci powiedziałem, jest zupełnie serjo, — niema w tem żadnej blagi. Bierz się odrazu do roboty! Aha, — jeszcze jeden ważny szczegół: ów jegomość z monoklem jest mańkutem. Nie zapominaj o tem w chwili areszto-