Strona:PL Leblanc - Zwierzenia Arsena Lupina.djvu/140

Ta strona została przepisana.

z djademem i zniknięciem Sonji Krisznow. i tym razem jednak wystrychnięty na dudka przez swego odwiecznego wroga, podejrzywał Lupina, że rozmyślnie naprowadził go na mylny trop, aż gdzieś w głębi Indyj, by pozbyć się go z Paryża na czas planowanej kradzieży dywanów.
Toteż Ganimard, natychmiast po przybyciu do Paryża wziął dwutygodniowy urlop i zgłosił się do pani Sparmiento, zobowiązując się pomścić śmierć jej męża.
Edyta znajdowała się w takim stanie przygnębienia i rozpaczy, że nawet myśl o zemście nie przyniosła jej ulgi. Zaraz po pogrzebie męża oddaliła wszystkich trzech detektywów i całą służbę, której widok zbytnio jej przeszłość przypominał. Przyjęła tylko jednego służącego i jedną starą kucharkę. Siedziała zamknięta w swoim pokoju, obojętna na wszystko, pozwalając Ganimardowi robić, co uważa za stosowne.
Inspektor zainstalował się na parterze i zabrał się bezwłocznie do roboty. Podjął na nowo drobiazgowe dochodzenia, zbadał rozkład całego budynku, wypróbował po kilkadziesiąt razy ukryty mechanizm każdego z dzwonków z osobna.
Po czternastu dniach poprosił o przedłużenie urlopu. Szef Biura Bezpieczeństwa Publicznego, którym był wówczas p. Dudouis, zajrzał któregoś dnia do Ganimarda i zastał go siedzącego na szczycie drabiny w owej stawnej galerji.
Ganimard wyznał swemu szefowi, że dotychczas nie doszedł do żadnego rezultatu.
We dwa dni później p. Dudouis wstąpił znów do pokoju zajmowanego przez Ganimarda. inspektor był jakiś zamyślony, jakby zakłopotany; siedział nad całą paczką gazet rozłożonych na stole. Na natarczywe dopytywanie Ganimard odparł w końcu:
— Nic jeszcze nie wiem, panie szefie, — zupełnie nic... Ale pewna myśl uczepiła się mej głowy... Tylko, że to takie niesłychane... A przytem — toby zgoła