Strona:PL Lech-Czech-Rus (Zygmunt Miłkowski, 1878).djvu/69

Ta strona została uwierzytelniona.

względzie... A — dodała, zwracając na Lecha spojrzenie więcéj niż uprzejme — pomiędzy panią Białoorłowicz a mną zachodzi harmonia we względzie pewnym...
— W jakim, jeżeli zapytać wolno?..
— W tym, że ona nie jest wielką rządu naszego przyjaciółką i ja nie jestem...
Wyznanie to zdziwiło bohatera naszego. Zdziwienie jego nie uszło baczności pięknéj księżny. Rzekła:
— Wątpisz pan o tém; gdybyś jednak był trochę uważniejszym, to byś nie wątpił...
— Wasza książęca mość zarzuca mi nieuwagę, o któréj nic nie wiem...
— Widziałeś mnie pod pomnikiem polskim w Raperschwyl?..
— To byłaś pani?.. — odezwał się. A!.. przypominam sobie... widziałem...
— Aleś nie uważał... Zabsorbował cię na dole pomnik, na górze zaś bardziéj aniżeli pamiątki i ten obraz żywy w stroju polskim, który hrabia Plater powinien był pod klosz ująć i na stole postawić... Pyszny obraz...
Wyśmiewała poczciwego kontuszowca w sposób zabawny a bynajmniéj nie złośliwy, ani ubliżający, tak że Lech mógł do jéj prymu swój wtór dołożyć, uznając za niewłaściwy ten toaletowy anachronizm, którego poczciwiec dopuścił się w Zürichu. Z tego punktu wywiązała się rozmowa o próżności polskiéj, jako o ułomności narodowéj. Księżna wyrażała się o niéj z pobłażliwością, podnosząc ułomności innych narodów, mianowicie zaś moskiewskiego i tak zakonkludowała:
— Wolę ja próżność waszą, aniżeli serwilizm nasz... Ułomność wasza urobiła się na drodze historycznéj, nasza urobiła się także na téj drodze, ale wasza jest rezultatem