Strona:PL Lope de Vega - Don Felix de Mendoza.djvu/18

Ta strona została przepisana.
Don Felix. (niezważał na iego słowa, po krótkiem namyśleniu się).

Ramirze, dziś chcę doświadczyć twoiéy wierności i twego przywiązania ku mnie — Koniecznie dowiedzieć mi się potrzeba, co to była za dama? Powierzam więc tobie ten interes; oto masz pieniądze na drogę : wybieray się.

Ramir.

Spełnię co mi Pan rozkazniesz — ale...

Don Felix.

I cóź, ale... mów śmiało.

Ramir.

Ale kiedy póydę szukać owey Imościanki, pan tu zostaniesz bez obrony. Nie chwaląc się bowiem, męztwo moie zasłoniłoby Pana od wszelkich niebezpieczeństw. Wszak widziałeś Pan, iakem się odważnie potykał uciekaiąc z dworzanami Don Szansza.

Don Felix (uśmiechaiąc się).

Bądź spokoynym o mnie.

Ramir.

Więc idę. (chce odchodzić, w tém się obraca zadziwiony), dalibóg... czy to na jawie... to ona... ta dama... Panie... Panie... Panie...

Don Felix.

Mamże wierzyć oczom moim?